czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt ♥

Witajcie. Od razu uprzedzam, że nie potrafię składać życzeń. Zwykle ktoś dużo mówił a ja palnęłam tylko.. Nawzajem. No ale dla Was postaram się powiedzieć coś wiecej niz zwykłe Wesołych Świąt.

Dzisiaj nadszedł zdecydowanie najbardziej wyczekiwany przeze mnie i nie tylko dzień w całym roku. 24 grudzień jest dla mnie szczególnie ważnym dniem. Jest wyjątkowy! Tak jak i Wy! Każdy z nas ma w sobie ten promyczek, tą małą szaloną iskierkę , która z czasem w nas rośnie i sprawia, że rodzi się w nas ogień! I wtedy jesteśmy pełni energii, chęci.. Po prostu jesteśmy w mega świątecznym nastroju! Te święta tak nas nakręcają, ze staramy się spędzić ten czas w jak najlepszy sposób! Śmiało mogę powiedzieć, że wolę Boże Narodzenie od Wakacji! 
Z okazji tego rocznych Świąt Bożego narodzenia, pragnę złożyć Wam jak najlepsze życzenia! Dużo zdrówka, szczęścia, dużo miłości! Abyście spotkali się z kimś pod jemiołą.. ♥ Abyście się uśmiechali, byli zadowolenia z życia! Szanujcie swoich bliskich bo jest taka szansa, że w przyszłym roku przy stole wigilijnym może ich zabraknąć.. Korzystajmy z każdej chwili spędzonej z nimi! Poznajcie nowych ludzi, zawierajcie przyjaźnie na całe życie! ♥♥ Nowy Rok też niech będzie wyjątkowy! A o Sylwestrze to ja nawet nie mówię! 
Sylwester spędźcie z prawdziwymi przyjaciółmi! Z rodziną. Osobami, które są dla Was ważne! Pijcie ile tylko dusza zapragnie! W końcu od czego jest 1 styczeń? Od leczenia kaca! Nie ale tak serio jak nie macie ukończonych 18 lat.. Jedyny alkohol jaki będzie dostępny dla Was to ten bezalkoholowy! Najlepiej cola! Jakieś inne napoje! Picolo!!
A wiec.. ♥ Wesołych Świąt, Szczęśliwego Nowego Roku i Udanego Sylwestra ♥ KOCHAM

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 23



Kendall..
W tym całym chaosie , który ogarną mój świat nie wiedziałem co mam z sobą zrobić. To co zrobiła mama i Katie nie jest normalne! Jak można było wybaczyć te wszystkie świństwa! Temu śmieciowi mnie daruję nigdy! Choćbym umierał a on miałby uratować moje życie to.. Wolałbym umrzeć! Wiem, że to absurdalne.. Ten człowiek powinien zostawić moją rodzinę w spokoju!
Spacerowałem po L.A. . Miałem wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Czułem się na maksa obserwowany! Przyśpieszyłem kroku. Gdy nagle usłyszałem jak ktoś mnie woła. Odwróciłem się i gdy zorientowałem się kto mnie woła mój humor gwałtownie się poprawił. To była Jo! Moja słodka,  kochana Jo.
- Kendall! - krzyknęła i mnie przytuliła. - Czemu się dzisiaj nie odezwałeś? Obiecałeś mi wczoraj, że zobaczymy się rano!
- Przepraszam. Mam problemy osobiste. - Odparłem a ona złapała mnie za rękę.
- Co się stało? - zapytała. Po czym usiedliśmy przy pobliskiej ławce. Nie wiedziałem od czego zacząć. - Nie strasz mnie.
- Nie zgadniesz kto pojawił się w moim życiu..
- Kto?
- Mój ojciec wrócił. - powiedziałem
- A to źle bo... - Jo nie zdaje sobie sprawy z mojej sytuacji. Dla niej to powinno być dobrą wiadomością dla mnie.. To chyba jedna z najgorszych możliwych! - Kendall powinieneś się cieszyć. Mówiłeś mi kiedyś, że Ci go brakuje.
- No niby mówiłem ale.. Teraz wiem, że to chyba było spowodowane tym, że chłopaki mają obydwu rodziców i..
- Teraz Ty też ich masz!
- Nie zrozumiesz tego! - nikt tego nie zrozumie - Ten człowiek jest potworem! Zostawił nas gdy najbardziej go potrzebowaliśmy! Czy tak robi porządny człowiek?
- Nie krzycz! - uspokoiła mnie Josie - Teraz musisz się uspokoić i co najważniejsze odprężyć.
- Masz rację. przepraszam, że podniosłem głos.. Pójdziemy się przejść? - zapytałem na co Jo uroczo się uśmiechnęła, złapała mnie za rękę i pociągnęła przed siebie. Spacerowaliśmy chyba tak ze 2 godziny. Po czym zgłodnieliśmy i udaliśmy się do jednej z pobliskich kawiarni.


Logan...
Siedziałem i czekałam. Razem z Camille udaliśmy się na ten casting. Teraz nadeszła jej kolei. Cała zafascynowana weszła do pokoju gdzie będą ją przesłuchiwać. Po niespełna 10 minutach wyszła zadowolona. Wstałem ze swojego miejsca i podszedłem do niej.
- I jak? Spodobałaś się? - zapytałem.
- Powiedzieli, że jestem całkiem niezła.Ale wątpię czy mnie wezmą.
- Ej.. Trzeba być pozytywnej myśli. - uśmiechnąłem się. - Co powiesz na to abyśmy wybrali się do kina? Obejrzymy jakiś fajny film. - zaproponowałem jej wspólne spotkanie bo wiem, że przez to poprawi się jej nastrój i będzie bardziej pozytywnie myśleć o tym czy wybiorą ją do tej roli. A wiem, że taka rola sprawiła by, że jej kariera nabrała by rozpędu! Trzymam kciuki.
Zadzwoniłem po taksówkę, którą pojechaliśmy pod najbliższe kino.
- Jaki film masz ochotę obejrzeć?
- Hm.. Może jakąś komedię?
- A może horror? - zapytałem z nadzieją, że jednak wybierze mój pomysł. Dziewczyny boją się horrorów. A do kin wszedł najnowszy film reżyserstwa Sucklin'a Jonshon'a pod tytułem ,,Cisza''. Podobno nikt nie wytrzymał do końca filmu.. Nawet reżyser bał się go obejrzeć po zmontowaniu. I to się nazywa dobry film!
- A jaki?
- ,,Cisza''.
- Nie! Ten film jest podobno tak straszny, że reżyser bał się go oglądać po zmontowaniu! - O.. Czyli jednak to prawda. - Pójdźmy na jakąś komedię.
- Okey. - powiedziałem i podszedłem kupić bilety. - Dwa bilety na ,,Ciszę'' proszę. - powiedziałem i odwróciłem się aby zobaczyć reakcję Camille.
- Ile pan ma lat? - zapytał ten facet którego tak bardzo nie lubię. no bo przecież pracownik kina powinien być przyjemny. A on to mówi wszystko jakby chciał a nie mógł!
- 18.
- Miłej zabawy życzę. - odpowiedział i podał mi bilety.
- Dziękuję. -wróciłem do Cami ,która stała trzymając w ręku wielki kubełek z Pop Corn'em i colą. - Nie bij zbyt mocno.
- Módl się aby nie okazał się tak straszny jak mówią.. - powiedziała i podała mi cole. Weszliśmy do cali i usiedliśmy w ostatnim rzędzie.
Reklamy się już skończyły. Teraz zaczyna się zabawa.


Carlos...
Swoją nudą zaraziłem już Katie ,która spędzała teraz czas ze mną. Chociaż nie.. ja się już nie nudziłem bo słuchałem opowieści Katie. Opowiadała mi o zachowaniu Kendalla po tym jak dowiedział się o tym, że ich tata wrócił. I, że chce wszystko naprawić i spędzać czas ze swoją rodziną. Zrobiło mi się jakoś tak wstyd. Troszeczkę nabuntowaliśmy Kendalla co do jego ojca. Kiedyś mówiliśmy aby się nie przejmował, że jego taty nie ma w domu, bo to skończony kretyn i dupek.. I w ogóle brzydko mówiliśmy. A Kendall chyba wziął to za bardzo do siebie.
- Nie rozumiem dlaczego Kendall tak na niego naskoczył.. - mówiła już chyba setny raz Katie. - Przecież tata przeprosił, chce naprawić błędy!
- Kendall ma prawdo być zły.
- No tak ale nie do przesady.. - powiedziała dziewczyna - Ma prawo się wkurzać ale.. Bez przesady.
- Katie, spróbuj postawić się w roli Kendall'a. Do tej pory to on był jedynym mężczyzną w waszym domu. Teraz pojawił się wasz tata a Kendall nie chce go z powrotem bo nie chce aby Was zranił. Martwi się o Was!
- Teraz będzie się o nas się troszczył razem z tatą. Zmieńmy temat, proszę!
- Dobrze.
- Wiec o co mnie pytałeś?
- Która godzina. - powiedziałem a jej mina zrzedła. Błyskawicznie jej policzki nabrały czerwonego koloru. Nie powiem wyglądała co najmniej śmiesznie! Katie jest dla mnie jak siostra której niestety nie mam.
-  Przepraszam, że cię zlekceważyłam. Usłyszałam... Co u ciebie.
- Ha ha! Nic się nie stało. - roześmiałem się. - Usłyszałaś to co chciałaś usłyszeć! - powiedziałem i pożegnałem się z Katie. Miałem ochotę na coś słodkiego. Może na.. Nie wiem ale na holu a automacie kupie sobie coś słodkiego! Gdy byłem już na dole zauważyłem Stephanie, która uradowana stała przy recepcji z walizkami. Pomyślałem sobie.. Pomyślałem, że wyjeżdża i nie pożegnała się nawet ze mną. Nawet mnie nie poinformowała!
- Steph. - krzyknąłem a ona spojrzała w moją stronę. - Co robisz?
- Carlos! Nie uwierzysz! Pamiętasz ten film o którym Ci kiedyś opowiadałam?
- Tak, pamiętam. Jak on się nazywał..? - nie zapamiętałem jego nazwy ale od razu pomyślałem, że..
- ,,O północy w Paryżu''. I zgadnij kogo chcą na główna rolę?? Mnie! - krzyknęła uradowana!
- Ale czekaj.. Skoro chcą ciebie to..
- Niestety ale muszę wyjechać do Paryża. Będę tęsknić. - powiedziała po czym przytuliła mnie. - No to pa. - powiedziała na co jej pomachałem. Zrobiło mi się bardzo dziwnie na sercu. Mogła mnie uprzedzić wcześniej. A co by było gdybym teraz tutaj nie zszedł tylko został na górze? Nie dowiedział bym się tego, że wyjeżdża on Stephanie tylko od kogoś innego.

James...
Jak piorun wyszedłem z tej siłowni. I chyba ostatni raz zajrzałem do akurat tej! Skoro Amber tam ćwiczy to ja nie będę jej przeszkadzał. Nie sobie spokojnie ćwiczy.. Znajdę inną siłownię. Udałem się do domu. Muszę zapakować prezent dla mamy. Ma urodziny za tydzień a ja kupiłem jej bransoletkę. Mam zamiar jak najszybciej ją do niej wysłać bo znając pocztę. Trochę długo będą ją wysyłać...
Idąc do domu usłyszałem jak ktoś mnie woła. Odwróciłem się i potem zrozumiałem, ze mogłem tego nie robić! To była Amber. Nie wiem czego ona o de mnie chce.. Ale nie mam ochoty z nią rozmawiać.
- James, poczekaj.
- Słucham.
- Dlaczego ode mnie uciekasz! - Dziwi mi się? Nie mam ochoty z nią rozmawiać. Po tym jak mnie potraktowała nie chce być jej dłużny.. - Pokaż, że jesteś facetem!
-  Masz czelność mówić mi takie rzeczy? Jesteś okropna!
- A ty też bez winy nie jesteś! Już masz nową pindę! - Nie chcecie wiedzieć jak od środka mnie rozrywało ze złości! Nikogo nie obrażajmy! - Kupujesz jej drogą biżuterię a mi nigdy tego nie zrobiłeś! Dlaczego? W czym jest lepsza ode mnie?
- Po pierwsze to Lucy nie jest żadną pindą! Po drugie ta bransoletka jest dla mojej mamy jako prezent urodzinowy.. A po trzecie.. Wiesz w czym Lucy jest lepsza od ciebie? Ona mnie nie okłamuje!
- Skąd masz taką pewność?
- Bo mam i tyle! Do nie zobaczenia! - powiedziałem i odszedłem zostawiając ją samą. Jeszcze coś tam krzyczała, że jestem nie do zniesienia ale..! Jakoś mało mnie to obchodziło. JA miałem tylko nadzieję, że nikt nas nie zobaczył i co najważniejsze nie nagrał! No ale jeżeli to zrobił to zobaczył jaka Amber jest okropna. Nie mogę uwierzyć w to, że kiedyś mógłbym zrobić dla niej wszystko! Teraz jest dla mnie zupełnie obcą osobą..


_____________________________________________________________________________

I proszę bardzo oto rozdział 23!  Nie jest idealny ale .. Się starałam? Pisałam go 2 dni. Myślę, że może chociaż kilu osobom się spodoba.. Od tego rozdziału nie będę wymagać 10 komentarzy bo jest za brzydki na całą dyszkę. Może 7-8.
Dziękuję za te wszystkie wyświetlenia, komentarze i to, że jesteście. Dziękuję! ♥♥


niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 22


Katie..
Spodziewała bym się wszystkiego! Na prawdę wszystkiego ale nie tego, ze ojciec przypomniał by sobie o swojej rodzinie. Chociaż ja nie wiem czy my nadal jesteśmy dla niego rodziną. Nie chce być spokrewniona z takim potworem.. Aż robi mi się przykro gdy zdaję sobie sprawę z tego, że to mój ojciec i gdyby nie on to nie było by mnie na tym świecie.. To na prawdę przykre żyjąc z myślą, że dla swojego taty jesteś nikim. Jedna myśl nie daje mi spokoju. Dlaczego teraz sobie o nas przypomniał? Przecież równie dobrze mógł kilka lat, miesięcy temu..
- Katie. Możemy porozmawiać? - zapytała mama zerkając przez uchylone drzwi do mojego pokoju. Pokiwałam twierdząco głową. Mama powoli weszła do mojego pokoju zamykając za sobą drzwi. Usiadła obok mnie na łóżku. - Powiem Ci o tym prędzej niż Kendallowi. Bo mój chłopiec bardzo agresywnie na to zareaguje.
- Nie musisz się obawiać Kendalla! Jeśli chodzi o naszego ojca to Kendall postara się zachować niepotrzebne emocje dla siebie. - uspokoiłam ją. Zauważyłam, że choć trochę się udało.
- Ten mężczyzna przy recepcji, który..
-.. O nas pytał to prawdo podobnie tata. Tak wiem.
- To na pewno Wasz tata. Przed chwilą dzwonił Bitters i pytał czy ma wpuścić tego mężczyznę. Powiedziałam, że..
- Nie mów, że się zgodziłaś?! - powiedziałam z niedowierzaniem. 12 lat temu nas opuścił a teraz po tych 12 latach postanowił sobie wrócić! Pff..
- Nie miałam wyboru, kochanie.
- Myślałam, że mam silniejsze nerwy.. A przynajmniej silniejsze od Kendalla. - sama sobie potwierdziłam.. - Jak Kendall się o tym dowie to wpadnie w szał!


James..
Pomyślałem, że wyjdę na siłkę. Chociaż tak na godzinkę bo ostatnio się z nią zapuściłem. Jedynie co treningi w studio. Ale aby utrzymać formę muszę robić o wiele więcej. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i zadzwoniłem po taksówkę. Pojawiła siew  niecałe 10 min. Wsiadłem do niej i podałem adres najbliższej siłowni. Byłem na miejscu w tak.. 5-10 min. Nie patrzyłem na zegarek. Zapłaciłem za przejazd i udałem się do budynku.
Nie miałem pojęcia co wybrać najpierw. Może tak kilka kilometrów na bieżni na rozgrzewkę? Tak. To dobry pomysł. Zająłem jedną z wolnych bieżni i ustawiłem sobie wyznaczoną trasę i prędkość. Wyciągnąłem słuchawki i podłączyłem do Mp3. Wybrałem pierwszą lepsza play listę. I zacząłem biegać. Po piętnastu minutach zorientowałem się kto zajmował bieżnię obok. Trochę się speszyłem gdy zauważyłem, że to Amber. Nie bardzo chciałem się z nią teraz spotkać. Postanowiłem, że będę udawać, że jej nie rozpoznałem. Niestety dziewczyna rozpoznała mnie. Zeszła z bieżni i wyłączyła moją abym na nią spojrzał.
- Co ty robisz? - zapytałem. - A.. To ty. Cześć Amber. - Udałem, że jej nie poznałem.
- Witaj James. Dawno się nie widzieliśmy.
- Tak to prawda. Przynajmniej teraz mamy okazję ze sobą pogadać. - starałem się podtrzymać tą chwilowo przyjemną atmosferę, którą jednym niepotrzebnym słowem dało się zniszczyć.
- Co u ciebie? - zapytała jakby ją to obchodziło. - Masz już kogoś?
- Em.. Mam pewną osobę na oku. Mamy dobre relacje ale nie jest jeszcze potwierdzone, że jesteśmy parą. A ty? Znalazłaś sobie kogoś?
- Nie James. Ja jeszcze nikogo nie mam na oku.. Mi potrzeba więcej niż tydzień aby o tobie zapomnieć. - Widać, że chce się kłócić. Szkoda tylko, że ja nie mam na to ochoty i nastroju! Nie może zepsuć mi dobrego humoru!
- Amber  wybacz ale ja już muszę iść, śpieszę się..
- Ta.. Aha.! Po prostu uciekasz od tej rozmowy!
- No na to wygląda!.. Do kiedyś tam.. - pożegnałem się i wyszedłem z tamtego pomieszczenia. Udałem się do zupełnie drugiej części siłowni. Ta dziewczyna nie ma żadnych skrupułów. Nie moja wina, że się zakochałem w innej.. Ale.. Czy ja by na pewno jestem zakochany w Lucy? Może to tylko moja wymówka aby ratować swój tyłek? Może ja nadal czuję coś do Amber?


Kendall..
Ojciec nie miał kiedy wracać? Akurat teraz mu się zatęskniło.. Mama na pewno nie wybaczy temu krętaczowi! Za bardzo go nienawidzi! To co jej zrobił nie jest wybaczalne! Ja będę to pamiętać do końca życia, nigdy nie wybaczę. No bo przecież jest zdrajcą! Tyle obiecał i po prostu nas zostawił. Co za dużo obowiązków ma rodzic? Z tchórzył? Miał nauczyć mnie grać w hokeja.. Na szczęści nauczyłem się sam i wyszedłem chyba z tego nawet lepiej ni jeżeli to on miał by mnie uczyć. Ale.. Nigdy nie zrozumiecie tego koszmarnego uczucia jak to jest być dzieckiem i nie mieć przy sobie ojca bo jest on nie wiadomo gdzie i.. Ty masz swój pierwszy mecz na którym bardzo dobrze Ci poszło. Chcesz się tymi emocjami podzielić z ojcem bo akurat wyszło tak, że strzeliłeś zwycięskiego gola! Biegniesz w stronę ojca ,który gratuluje Ci dobrego meczu. Tłumaczy co zrobiłeś dobrze a co mogłeś zrobić lepiej. Niestety tego uczucia nie doświadczyłem. Ja spędzałem wtedy czas z mamą ,która była na meczu z tą małą Katie i od razu po meczu zabrała do domu a nie na imprezkę. I ty musiałeś to zrozumieć. A miałeś te głupie 7 lat! Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mamy. Od razu zorientowałem się, że czegoś ode mnie chce bo zamiast ,,Kendall'' zawołała ,,Kednuś''. Poszedłem do kuchni.
- O co chodzi? - zapytałem po czym spojrzałem na sofę gdzie bacznie przyglądałem się Katie, która układała puzzle z jakimś mężczyzną. - Kto to jest?
- Tata wrócił! - krzyknęła uradowana Katie i podbiegła chwytając za rękę i prowadząc w stronę tego naszego rzekomego 'ojca'. Jednego nie mogłem ścierpieć.. Z czego ona się tak cieszy? Naprawdę nie ma z czego! - Nie cieszysz się?
- A z czego mam się cieszyć? - prychnąłem zatrzymując się w miejscu.
- Kendall. - Odezwał się Mark. Tak ma na imię nasz 'ojciec'. - Synu wybacz mi, że nie było mnie przy Was dość długo. Wpakowałem się w niezłe problemy. Musiałem je rozwiązać.
- I tak 12 lat je rozwiązywałeś?
- Kendall. - odezwała się mama. - Spokojnie, powinieneś wybaczyć tacie tak jak to zrobiłam ja  i Katie.
- I co będę z tego miał? Dla mnie ten mężczyzna c tam stoi.. - wskazałem na ojca. - Jest zupełnie obcym człowiekiem! I nie wiem co robi w naszym domu! - krzyknąłem po czym wyszedłem z mieszkania! Miotały mną tak potężne emocje! Ten mężczyzna miał nas w nosie praktycznie całe moje życie a tak dziwnym trafem obchodzimy go dopiero teraz! Tak po 12 latach.. Do końca mojego marnego życia będzie dla mnie nikim!


Logan..
Siedziałem na holu razem z Camille i pomagałem uczyć się jej tekstu. Dzisiaj ma casting do roli drugoplanowej w tym nowym filmie pod tytułem ,,Casting''. Idą przesłuchania więc poprosiłem o scenariusz i postaram się umilić ten czas Cami. Moim zdaniem powinna strać się o rolę główną ale powiedziała, że to jeszcze nie jest na jej możliwości. Musi zacząć od czegoś mniejszego. Na pewno się spodoba i wezmą ją do roli w filmie! To by na pewno poprawiło jej humor. Od wczorajszego wieczoru praktycznie się od siebie nie oddalamy. Noc spędziła w naszym mieszkaniu i chyba spaliśmy tylko 4 godziny bo cała noc spędziliśmy na oglądaniu filmów. Było bardzo miło! Zjedliśmy razem śniadanie.
- Nie wiem czy pasuje do roli tej laski! Jest jakaś taka wybuchowa i nieprzewidywalna! Nie jesteśmy podobne! - odezwała się Camille a ja wybuchłem śmiechem - Z czego się śmiejesz?
- Camille.. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że Postać Ludmille jest do ciebie tak podobna!
- W którym miejscu?
- Obie jesteście bardzo niepowtarzalne! Wasze charaktery są tak zbliżone! Rola stworzona dla ciebie!
- Teraz mi sugerujesz, że jestem wybuchowa.
- A nie jesteś? - Dobrze o tym wie. - Potrafisz zaszokować w bardzo pozytywny sposób! Jesteś niepowtarzalna..!
- O jejku..
- A twoje imię i imię tej dziewczyny z filmu są bardzo podobne!
- Też to zauważyłeś?..
- Zauważyłem.
Cami jest taką uroczą osóbką! Uważa na to co mówi. Dwa razy pomyśli zanim powie. Ale działa na wielkim spontanie! Lubie takie dziewczyny jak ona. Teraz tylko zrobię sobie prawko i zabiorę ją na randkę do kina samochodowego. Powinno się jej spodobać!


Carlos...
Nie mogę uwierzyć w to, że można się nudzić bardziej niż ja w tej chwili! Jeszcze takiego nie-chcieja to nigdy nie doświadczałem! Co mogę robić aby się nie nudzić? Może pójdę na basen? Na lodowisko? Albo do siłowni? Nie chce mi się nigdzie wychodzić.. No nigdzie!!
Sięgnąłem po laptopa. Włączyłem go i wpisałem w wyszukiwarce ''Newsy BTR''. Trzeba zobaczyć jak nas tym razem obsmarowali. jak ostatnio wchodziłem na tą stronę plotkarską powiedzieli, że jestem bardzo głupi i nie warty tej popularności. Zrobiło mi się przykro bo zrobili i zdjęcie  gdy jadłem Corn Doga i wyglądałem trochę głupio... Tym razem piszą o James'ie. Ale o proszę! W samych pozytywach.
,,James Daimond jeden z czterech członków zespołu pojawił się w sklepie jubilerskim gdzie zaważyliśmy jak kupuje złotą bransoletkę. Zapewne dla swojej nowej partnerki Lucy Stone, która jest nowym odkryciem Studia Star Reckords. Rywalizującą wytwórnią muzycznym z Rock Reckords, wytwórnią z którą współpracuje zespół Big Time Rush. Para nowo wschodzących gwiazdek oficjalnie została przez nas potwierdzona. No bo zaważmy, ze dzień wcześniej James i Lucy byli na romantycznym spacerze gdzie się pocałowali. Teraz Daimond kupuje złotą bransoletkę. To znaczy jedno. James Maslow już zapomniał o Amber, teraz ma Lucy.'' Oo.. Napisali to w taki sposób jak by chcieli przekazać fanom, że James jest babiarzem. Czyli nie tak miło do końca o nim napisali! Trochę to przykre tak zobaczyć to co myślą o nas zupełnie obcy ludzie.. Którzy nas hejtują i ścinają każde nasze zachowanie a tak na prawdę to w ogóle nas nie znają. i Nie wiedza w jakich sytuacjach się znajdujemy! Jacy jesteśmy na prawdę! A tak w ogóle to.. Czy Lucy na prawdę jest z Jamesem? przecież z tego co mi wiadomo jest dziś umówiona z Kendallem!


__________________________________________________________________________

I bum szakalaka matafaka laka takapaka buja! I oto rozdział 22! Stworzony specjalnie (nie) na mikołajki!
Z okazji Mikołajek pragnę złożyć Wam takie przed świąteczne życzenia! Życzę udanych mikołajek! Ten rozdział 22 jest takim prezentem Mikołajkowym ♥ Myślę, że się podoba!
Czyli tak.. Z okazji Mikołajek nie daje wam limitu, że musi być 10 komentarzy i następny rozdział. Nowy rozdział pojawi się już niedługo.
Udanych Mikołajek ♥♥♥

czwartek, 26 listopada 2015

Rozdział 21


Lucy..
Wczorajszy wieczór spędziłam w chyba najlepszym możliwym towarzystwie! Ochłonęłam po kłótni z Jo i zapomniałam o Kendallu... No była bym na śmierć zapomniała! Dzisiaj jestem  z nim umówiona! Muszę to odwołać no bo przecież zapewne spotkam się z Jamesem. Tylko jak ja mu to powiem? Załamie się biedaczek.
- Cześć. - nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Jamesa. ucałował mnie w policzek - O czym myślisz?
- Tak właściwie o to niczym.
- Muszę Ci coś pokazać.
- Co takiego? - zaciekawiona zerknęłam na ekran tabletu który położył mi na kolana. - To my? - zapytałam gdy zorientowałam się, że media piszą o mnie i James'ie. O naszym wczorajszym spotkaniu. - Miałeś rację, że ktoś za nami chodzi.
,, Sławny wokalista zespołu Big Time Rush na randce ze swoja nową miłością''
< James Daimond nie tak dawno zakończył swój związek z Amber Under a już ma nową dziewczynę. Ostatnio fotoreporterzy spotkali go spacerującego po parku z tajemniczą czerwonowłosą panną. Początkowo nie szło snuć podejrzeń, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń acz kolwiek szybko stwierdzono, że jest to zdecydowanie coś więcej. Para pocałowała się! Dziewczyna z ,którą umawia się młody mężczyzna jest zupełnym przeciwieństwem jego starej miłości Amber. Jak na to zareaguje dawna partnerka? Będziemy Was informować na bieżąco. >
- ładnie razem wyglądamy, prawda? - zapytał a ja spojrzałam na niego z nad tabletu. Jego słodki uśmiech przyprawił mnie o rumieńce.
- Jak Ty to robisz?
- Ale niby co? - zapytał jakby nie wiedział o czym mówię. Za pewnie wiedział o co mi chodzi. Droczy się ze mną.
- No bo tylko Ty jak do tond sprawiłeś, że się rumienię. Rozgryzłeś mnie.

Amber...
Siedziałam w domu i myślałam o Jamesie. Byłam pewna, że zadzwoni do  mnie i i zażąda spotkania gdzie mnie przeprosi a on co? Nawet pewnie o mnie nie pomyślał. To trochę smutne bo z dnia na dzień staliśmy się dla siebie tak właściwie nikim. Początkowo właśnie za taką osobę brałam James'a. Ale chłopak mi zaimponował. Ten siedemnastolatek zawrócił mi w głowie do tego stopnia, że nie mogę normalnie funkcjonować. Ja się bardzo zmieniłam! Myślę o tym co czują inni. To trochę dziwne bo jak na razie to myślałam tylko o tym jak czuję się ja. Jeszcze ten wywiad na, którym musiałam powiedzieć te kłamstwa na temat James'a.. Jestem głupia, że w ogóle się zgodziłam na to wszystko.
Ale jedna myśl nie daje mi spokoju.. Co by było gdybym ciągle była z Jamesem? Czy teraz spędzała bym czas w jego towarzystwie? Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk laptopa, który zwiastuje, że w internecie pojawiło się coś związanego z moim nazwiskiem. Podeszłam do laptopa leżącego na łóżku. Usiadłam obok 'niego' i otworzyłam go. Kliknęłam la ikonę , która dawała po sobie znać. Poczekałam chwilkę a moim oczom ukazała się strona plotkarska. Chwilę później druga i trzecia.. Na każdej z nich widać było James'a z jakąś dziewczyną.. Mój oddech zadrżał. Nie mogłam uwierzyć w to, że już sobie kogoś znalazł! Przecież minął tydzień! Widocznie tyle mu wystarczyło aby o mnie zapomnieć. Szkoda, że mnie potrzeba więcej czasu...

Carlos...
Siedziałem u siebie w pokoju. Czatowałem ze starą znajomą z Minesoty. Stęskniłem się za Jenny! Choć tyle razy razem z chłopakami marzyliśmy aby wyniosła się do Kanady.. Nie wiedzieć czemu ta niewinna z pozoru panna przynosi niezwykle wielkiego pecha! Wszystko w jej otoczeniu ulega zniszczeniu.
- Nie mogę uwierzyć, ze tak z dnia na dzień staliście się sławni! Jakie to uczucie? - zapytała Jenny
- No wiesz.. Tacy sławni to my jeszcze nie jesteśmy. Chwilowo czuję się cudownie. - dziewczyna zawsze przejmowała się nami lubiła integrować w nasze życie prywatne - A gdy nadejdzie czas wakacji rozpoczniemy swoją pierwszą trasę koncertową. Musisz przyjechać!
- Przyjadę na pewno! Tylko wiesz aby nie za daleko Minesoty.
- Ale to już niestety nie zależy od nas. Zrobimy co w naszej mocy!
- To cudownie. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Muszę kończyć mama zawozi mnie dzisiaj na próbę chóru!
- Wow! Nasza Jenny muzykuje? Powodzenia.
- Cześć. - pożegnałem się. Wyłączyłem laptop i położyłem go na biurku a sam swój tyłek zaniosłem przed telewizor. Usiadłem na sofie i sięgnąłem po piloty.
Skakałem z kanału na kanał. Gdy nagle zatrzymałem się na reklamie z nami. Pierwszy raz zrobili reklamę o BTR! Chodzi o ten program ,,Przygarnij mnie''. Nie powiem, że wypadłem całkiem fajnie. Ja wśród takich słodkich psiaczków. W zeszłym tygodniu była w nim Lady Gaga a linie tefoniczne wprost się urywały. To trochę stresujące bo BTR dopiero zaczyna i możemy nie wystartować z takim wielkim rozmachem jak Gaga. Ale trzeba być dobrej myśli! Zawsze znajdowałem jakieś plusy z zaistniałych sytuacji. Tym razem też się o to postaram..

Gustavo...
Siedziałem w swoim biurze i tworzyłem kolejny hit. Pierwsze piosenki BTR przyciągały niczym magnez. Nie raz w radio słyszałem mój hit! Kolejny się tworzył.. Musi być tak samo dobry jak te wcześniejsze. Piosenka ,,City Is Ours'' miała ponad 15 milionów ściągnięć. To bardzo dużo! Kolejnym hitem będzie chyba jakaś ballada bo chwilowo do tego dążę. Chłopcom na koncie jeszcze nie zabraknie  wolnych kawałków ale lepiej zacząć wcześniej bo potem łatwiej się pisze te wesołe. Pierwsze dwa wersy są. Teraz z górki? Było by tak ale przeszkodził mi Logan.
- Witaj Gustavo! Mam prośbę..
- NIE! Wyjdź z tond jak najszybciej bo pisze kolejny hit!
- Ale ja chcę tylko.. - oczywiście nie dokończył. Jestem tutaj górą więc muszę przerwać szczeniakowi!
- NIE!
- Pożyczyć od ciebie ochroniarza.
- Nie.. Zaraz co? - nie za bardzo w to uwierzyłem. Dla pewności lepiej zapytać - Pociąg nie jest przedmiotem.. Nie można go pożyczać.
- No teoretycznie tak ale.. Musze go.. Na chwilkę Ci porwać aby nastraszyć pewnego chłopaka.
- Ma wrócić przed 18:00.
- Dziękuję - powiedział a Pociąg ruszył tuż za Loganem. Co ten chłopak znów kombinuje? Pewnie jakoś go upokorzył ten chłopak o którym wspominał i chce się odegrać. Ważne aby reporterzy go nie zauważyli i nie zrobili zdjęcia bo powstała by wielka afera. Ale z jednej strony taki Bad Boy ostro nagłośnił by moje BTR . Ale przecież zawsze z Bad Boyem są jakieś kłopoty... Jednego się już pozbyłem.. Bad Boy jest nam definitywnie nie potrzebny!

James.. 
Siedziałem u siebie w pokoju i kasowałem niepotrzebne wiadomości z telefonu. Tak samo jak i zdjęcia albo muzyka, która już mi się nie podoba. W razie czego wszystko mam zgrane na laptop więc na pewno mi się nic nie zapodzieje. Przeglądając telefon napotkałem się na te wiadomości o które najbardziej się bałem. Bałem się je usunąć bo przypominały mi chwilowo bardzo dobre chwile. Razem z Amber na prawdę było miło! Jest super dziewczyną ale jej.. ostatnie postępowania nie były znów takie super. Jej kariera nabrała rozpędu a ja coraz bardziej jestem przekonany, że spotykała się ze mną aby się na mnie wybić. Ludzie są naprawdę podli. Czasami nie myślą co robią i potem żałują. Ciekawe czy Amber żałuje? Pewnie za przeproszeniem ma to w czterech literach co zrobiła. Jak mnie zraniła. Przez nią miałem prawie tydzień zmarnowany na smuceniu się przez nią. I.. Dlaczego ja o niej tyle myślę? Przecież powinienem zapomnieć! Mam teraz Lucy! Jest uroczą dziewczyną! Na pewno nie sprawi, że będę cierpieć! No bo.. Co? Umówiła się z dwoma na raz? Hahaha! Ja i te moje pomysły!

Kendall..
Siedzę sobie w kuchni i patrzę z zamiłowaniem na lodówkę, która chwilowo świeci pustkami. Jakąś godzinę temu mama wyszła z Katie na zakupy i tak od godziny siedzę tu i patrzę. A to raz na drzwi a to na lodówkę. Jak zaraz czegoś nie zjem to padnę tu na twarz! Nagle drzwi się otworzyły i w bardzo szybki sposób Katie i mama wbiegły do mieszkania.
- Mamo czemu się tak śpieszysz? - zapytała Katie.
- Emm.. No bo.. Kendall taki głodny tutaj siedzi.
- Ale jak byliśmy w super markecie to Ci się nie śpieszyło! - zgasiła mamę. Teraz to Katie gasi wszystkich.. - Zachowujesz się tak dziwnie od kąt weszliśmy do hotelu.
- Mamo powiedz o co chodzi. - poprosiłem ją.
- O nic! - chwila ciszy -  Mam do Was prośbę.
- Jaką prośbę? - zapytałem.
- Nie wychodźcie dzisiaj z domu, dobrze?
- Ale ja i chłopaki mamy się stawić u Gustavo o 19:00.
- No to zadzwonię do niego i to odwołam! - powiedziała odkładając zakupy i chwyciła za komórkę. Weszła do innego pokoju i zapewne dzwoni teraz do Gustavo.
- Wiesz o co chodzi, Katie? - zapytałem z nadzieją , że choć ona będzie coś wiedziała. Tak przejętej mamy to ja dawno nie widziałem.
-  Gdy weszłyśmy do hotelu, to przy recepcji stał jakiś facet i pytał chyba o nas bo tyle dosłyszałam a mama w sekundzie chwyciła mnie za nadgarstek i pobiegła do windy. Mam podejrzenia co do tego tajemniczego mężczyzny.
- Kto to mógł być? Pytał o nas więc może nas zna.
- Nie domyśliłeś się kto to może być? - zapytała ze skrzyżowanymi rękoma.
- On?! Nie możliwe! - krzyknąłem. Nie wierzę, ze po tylu latach dopiero przypomniał sobie o naszym istnieniu!
- Ojciec sobie o nas przypomniał..
- Ta podła kreatura to nie ojciec! - krzyknąłem wstając z miejsca - Gdyby nim naprawdę był to nigdy nie zostawił by mamy samej z dwójką dzieci!


____________________________________________________________________________


I tak oto prezentuje się rozdział 21! Miał on się pojawić w niedzielę lub poniedziałek ale jakoś nie miałam jak go napisać bo mam w ciul poprawek.
W rodzinie Night dzieje się.. Tego się nie spodziewaliście, prawda? Tego zakończenia to i ja się nawet nie spodziewałam! Tak na spontanie wszystko wyszło...
Więc 10 komentarzy i następny rozdział w jak najszybszym czasie postaram się napisać.
Dziękuję za to, że jesteście! Za te wyświetlenia! Kocham ♥♥

//Tami G.

sobota, 14 listopada 2015

Rozdział 20


Lucy..
Jo jest podłą kreaturą! Jak mogła się z nim umówić wiedząc, że mi się podoba? A myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami. Przecież ja nigdy nie zarywałam do jej chłopaków! Dlaczego ona teraz zarywa do mojego? Byłam pierwsza! Uprzedziłam ją, że przyjadę i dołączę do niej i aby zostawiła mi takiego jednego przystojnego chłopaka a on a co? Jest podła! Teraz to się nie wykręci tak łatwo! Znalazłam się tuż przed drzwiami do mieszkania Jo. Zapukałam. Długo nie musiałam czekać. Drzwi otworzyły się a w nich stanęła uśmiechnięta dzieewczyna. Zaprosiła mnie do środka.
- Kendall i ty macie jutro randkę! - krzyknęłam.
- Co? Nie to nie prawda! - ale kłamie. Nie miałam pojęcia, że przyjaźnię się z takim kłamczuchem! To nie jest ta sama Jo z którą jeszcze parę miesięcy temu byłam bliżej niż nigdy! - Kto Ci to powiedział?
- Twój chłopak! Chciałam się z nim umówić ale ty mnie wyprzedziłaś! Myślisz, że mu się podobają takie plastikowe lalki jak ty? To już lalka Barbie ma w sobie mniej plastiku od ciebie! Nie masz u niego szans!
- Ale..
- Nie przerywaj mi! - dobrze wie, że nie lubię gdy ktoś mi przerywa! - Ty i Kendall to jedynie może być twój sen! Ja i Kendall to będzie rzeczywistość! Czy ty to w końcu pojmiesz?!
- Dlaczego to mówisz? Ranisz mnie a ja się nie umówiłam z Kendallem. - W jej oczach mogłam dostrzec światełka. Zaraz będzie ryczeć! Jest żałosna! - Jesteś żałosna! - I znów mi przerwano. Usłyszałam pukanie w futrynę. W drzwiach stanął Kendall. Mam nadzieję, ze nie słyszał jak wydzierałam się na Jo.
 - Nie przeszkadzam? - zapytał. Jo pokiwała głową. - Lucy nie krzycz na Jo. Ona nic nie zrobiła.
- Ale okłamała mnie! Nie przyznaje się, że umówiła się z tobą.
- Lucy wybacz ale to ja Cię okłamałem. - powiedział bardzo powoli ale ostatnie słowo wypowiedział z zawrotną szybkością. - Zapytałaś co robię jutro wieczorem i zabrzmiało to jak propozycja randki a ja.. Nie chciałem się z tobą umówić. Żeby nie zrobić Ci przykrości zmyślałem, że jestem umówiony z Jo bo ona jedyna przyszła mi do głowy.
- Jo jesteś głupia! Zamiast mi tłumaczyć, że nie umówiłaś się z Kendallem Ty tego nie robiłaś! Dopiero on musiał tu przyjść i tłumaczyć się za ciebie! - powiedziałam  - Za to jutro jesteś wolny.. - zwróciłam się w stronę Kendalla. - Wpadnij po mnie o 18:00. Tylko punktualnie. - powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami za sobą.

Kendall...
Czy to co przed chwilą powiedziała Lucy jest prawdą? Ona nie widzi tego co ja zrobiłem? To była moja wina a ona obróciła to w taki sposób, ze wyszło, że to wina Jo.
- Mam przewalone! - powiedziała Jo siadając na kanapie. - Wielkie dzięki.
- Przepraszam. Nie miałem pojęcia, że to wszystko się tak potoczy. Jeżeli jest coś co mógłbym zrobić abyś mi wybaczyła to.. To wiesz, że ja pierwszy! - głupio mi. Tak na poważne jest mi cholernie głupio! W tej chwili znajduję się w najgorszej sytuacji swojego życia!
- Wiesz.. Jest coś co mógłbyś zrobić.
- Co takiego?
- Wyjść. - powiedziała wskazując na drzwi. - Zniszczyłeś moją przyjaźń z Lucy! Nie masz nawet pojęcia do czego ona jest zdolna! Dla mojego i oczywiście twojego bezpieczeństwa najlepiej będzie jak zerwiemy ze sobą kontakt.
- Co? Ja nie będę w stanie wytrzymać bez ciebie dnia.
- Dla mnie też nie będzie to łatwe bo bardzo przywiązałam się do twojego towarzystwa. - powiedziała łapiąc mnie za rękę. - Ale Lucy jest na prawdę godna zrobienia krzywdy osobie, która utrudnia dążenie do jej celów. Umie się opanować ale.. Zanim zorientuje się, że robi źle minie trochę czasu.
- Przepraszam.
- Nie jestem na ciebie zła. Raczej zaskoczona, że powiedziałaś, że umówiłeś się ze mną! A miałeś przecież tyle innych kandydatek na moje miejsce. - sam się sobie trochę dziwie, że powiedziałem właśnie, że jestem umówiony z Jo.
- Powiedziałem twoje imię bo akurat o tobie pomyślałem.
- Myślałeś o mnie? - zapytała z tą jakże piękną iskierką w oku, którą dostrzegłem na naszej randce. - To słodkie. Nie wyobrażam sobie zerwania tobą kontaktu.
- Ja też.
- I co teraz zrobimy?
- Jutro spotkam się z Lucy i wyjaśnię jej, że nic do niej nie czuje i, że nie ma szansy abyśmy kiedykolwiek byli kimś więcej niż przyjaciółmi bo jest wyjątkowo złą i wredną dziewczyną...
- Ona Cię zabije!
- Umrę szczęśliwy! - powiedziałem po czym pocałowałem Jo. Ten moment zetknięcia się naszych ust był magiczny. Byłem pewny, że uderzy mnie w twarz a ona odwzajemniła pocałunek. Może i dobrze, że tak namieszałem. Gdybym tego nie zrobił to.. Nie skończyło by się na Happy End'zie? Ale nie będę znów taki pewny. Tę walkę wygrałem ale wojnę mogę przegrać. W każdym razie bardzo zależy mi na Jo!

James...
Geh.. Pani Night ciągle truje mi abym nie siedział w domu i się nie dołował. Postanowiłem wyjść. Przejść się tak na chwilę i nie myśleć o Amber, która mnie już w tyłku. Widać jak jej zależało! I widać też jak zależało mnie! W Amber na prawdę się zakochałem.. Jedyna dziewczyna, która zawróciła w mojej głowie do tego stopnia, że nie mogę przestać o niej myśleć. Ale muszę przestać bo wpadłem na kogoś i ten ktoś upuścił telefon. Podjąłem go i podałem dziewczynie. Na szczęście był cały.
- Przepraszam.  - powiedziałem zwracając własność dziewczynie. przyjrzałem się jej wyraźnie. Nigdy wcześniej jej tu nie widziałem. Miała czarne włosy w czerwone pasemka. Ubrana była w czarną sukienkę i skórzaną kurtkę. - Telefon jest na szczęście cały. - Wyglądała na typ niegrzecznej dziewczynki. Taka Bad Girl!
- Masz szczęście! - krzyknęła. Teraz byłem pewny, że jest Bad Girl. - Ej.. Ty jesteś James z Big Time Rush? - zapytałam. Chyba mnie poznała.
- Tak.
- Jestem Lucy uwielbiam waszą muzykę.- uśmiechnęła się. Chyba nie jest już zła. A ja wcale nie myślę o Amber. Chwila.. kto to jest Amber? A no tak.. Moja pierwsza miłość. Zapomniałem. - Musisz mi zrekompensować straty moralne.
- Telefon jest cały.
- Ale moje samopoczucie nie. Przestraszyłam się, że mógłby się rozbić a jest prawie nowy. Zabierz mnie na spacer to Ci wybaczę! - Ona mnie zaprosiła na randkę? Jeszcze nigdy dziewczyna nie zaprosiła mnie na randkę.
- Randka?
- Można by tak to nazwać.. - uśmiechnąłem się pod nosem. Zaimponowała mi. Ująłem jej dłoń i delikatnie uścisnąłem. Ona zrobiła to samo. Uśmiechnąłem się do niej. - Opowiedz mi o sobie..
I wtedy pomyślałem sobie : Dziewczyno nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze, że zjawiłaś się w moim życiu! Spadła mi z nieba! Teraz się zrelaksuje. Zapomnę całkowicie O Amber. Lucy i w tym pomoże. nie wiem czy wyjdzie coś z tego.. Coś więcej niż przyjaźń ale warto spróbować.
Byliśmy w parku. Przechadzaliśmy się po oświetlonych przez lampy chodnikach i cieszyliśmy się ze swojego towarzystwa, Nagle poczułem się jakoś dziwnie. Odwróciłem i zobaczyłem, że ktoś schował się za drzewem.
- Lucy.. - szepnąłem. - Tylko się nie odwracaj. Ktoś za nami idzie. - powiedziałem a gdy zauważyłem, ze chce się odwrócić stanąłem naprzeciw niej i ująłem jej obie dłonie. - Co ja Ci mówiłem?
- Wow. - powiedziała i uśmiechnęła się pod nosem. - Właściwie to teraz zauważyłam jakie ty masz piękne oczy.
- Ty cała jesteś piękna. - powiedziałem przez co jej blada cera nabrała rumieńców. Zaśmiałem się pod nosem.
- Z czego się śmiejesz? Z moich czerwonych rumieńców? - podeszła krok bliżej i położyła mi jedną rękę na ramieniu a drugą na policzku. I zmniejszyła nasza odległość. Acz kolwiek zatrzymała się się gdy już prawie zetknęliśmy się ustami. - Dokończ za mnie. - szepnęła. Wiedziałem o co jej chodzi. Uśmiechnąłem się i pocałowałem. Nie znam jej jakoś szczególnie długo, właściwie to dzień ale zauroczyła mnie! Ten pocałunek na pewno zostanie długo w mojej pamięci. Czułem tak wielkie motyle w brzuchu! Stado motyli!!

Logan...
Skończyłem czytać tą cegłę! I zamknąłem tego pustaka po czym poczułem ulgę. Odetchnąłem z ulgą i położyłem się. Spojrzałem na zegarek.
- 21:14. Co ja będę teraz robić? - myślałem nawet o tym aby położyć się wcześniej ale jutro wstał bym o nie wiadomo jak wczesnej godzinie... Sięgnąłem pa telefon. Odblokowałem go i kliknąłem na wiadomości. Odtworzyłem sms'y ,które pisałem z Cami. Lubie sobie powspominać te słodkie momenty.. Jeżeli ona będzie spotykać się z tym patafianem to się powieszę! Postanowiłem do niej zadzwonić. Nie odbiera. Dziwne?. Gdy do niej dzwonię odbiera po pierwszym lub drugim sygnale. Coś się stało? Postanowiłem to sprawdzić. Poszedłem do niej! Gdy znalazłem się już przed jej mieszkaniem miałem już zapukać ale zauważyłem ją idącą korytarzem. Miała na sobie czerwoną sukienkę, która opinała jej talię i kamizelkę. Nigdy wcześniej nie widziałem jej na obcasach. Pewnie wraca z randki z tym patafianem.
- Cześć Cami. - Przywitałem się.
- Hej. - powiedziała dość cicho.
- Gdzie byłaś? - zapytałem
- A czy to ważne? - powiedziała lekko podenerwowana.
- Przepraszam. Nie chciałem Cie zdenerwować. - pociągnęła nosem. - Czy ty płaczesz?
- Nie. - powiedziała przecierając oczy.
- No przecież wyraźnie widzę. - powiedziałem odgarniając jej włosy. - Kto Ci to zrobił? - zapytałem gdy zauważyłem, że ma podpuchnięte oko. - Kto Cie uderzył? Camill proszę powiedz mi! Martwię się.  - oparła się o ścianę i opadła po nie do pozycji siedzącej.
- Powiem Ci ale obiecaj, że nie zareagujesz na to.
- Nie potrafię Ci tego obiecać. Jak tylko dowiem się kto Ci to zrobił.! Zabiję go!
- Logan.!
- Dobrze obiecuję. - usiadłem obok niej. Przysunąłem się najbliżej jak mogłem. - Kto Cię uderzył?
- Andre. - powiedziała bardzo ale to bardzo cicho. Na szczęście usłyszałem bardzo wyraźnie. Tan pajac uważa się za jakiegoś króla! Pomyślałem sobie wtedy. Ale z niego dupek! Jak można uderzyć dziewczynę? Jak można być takim debilem i podnieść rękę na bezbronną dziewczynę ,która liczyła wtedy na mile spędzony wieczór.
- Dlaczego? Wiem, że to głupie pytanie ale... - I wtedy wtuliła się we mnie. Jej ciepło owiło mnie całego. Poczułem się jak.. Jak? Najlepiej w świecie ! Takiego uczucia jeszcze nie doświadczałem. - Mam pomysł. - powiedziałem mocniej ją obejmując. - Pójdziemy do mnie i obejrzymy razem jakiś ciekawy film?
- Okey. Ale się przebiorę. - pokiwałem twierdząco głową i pogrążyłem się w tym przyjemnym uczuciu. Moje serce miło chyba tysiąc razy na minute! Tego wieczoru nic nie będzie mogło mi już popsuć. A jutro razem z chłopakami rozprawimy się z Andre. Nauczymy go, że kobiety nie można uderzyć!

Carlos...
Siedziałem na recepcji i grałem w grę na telefonie. Na stoliku leżała serwetka i stał mój szejk. Truskawkowy. Mój ulubiony!
Nudziłem się potwornie! Modliłem, aby jak najszybciej nadeszła godzina 22:00. Wtedy poszedł bym do siebie i położył wcześniej aby zakończyć ten beznadziejny dzień. Ziewnąłem.. Pomyślałem sobie o tym co powiedzieli mi kiedyś chłopacy na temat ziewania w podstawówce. Najadłem się strachu! Jak teraz o tym pomyśle to jest to idiotyczne. Heh..! Aż wstyd się przyznać, że w to uwierzyłem! Chyba tak ze dwa lata starałem się nie ziewać. Co było nie możliwe ale moje próby zapobiegania.. Haha!
- Cześć Carlos. - usłyszałem słodki głosić Stephanie. - Co tak sam siedzisz?
- Hej. Chłopaków gdzieś wywiało to siedzę sam. - Jezu a przestałem o niej myśleć a ta znów wlazła z butami do mojej głowy. Jak nie myślę o niej to przychodzi i zagaduje chociaż dobrze wie co miało dzisiaj być.
- Przepraszam. - powiedziała. Spojrzałam na nią z miną "za co?".
- Za co mnie przepraszasz?
- No bo dzisiaj mieliśmy razem gdzieś wyjść ale to nie wyszło bo Jared przyjechał i.. I przyznam się, że się za nim stęskniłam. Wystawiłam Cię. Przepraszam!
- Em.. Spoko. Nie ma problemu!
- Jest 21:20 więc może.. Pójdziemy gdzieś?
- A gdzie?
- Do kina albo spacer.
- No to do kina i na spacer. - powiedziałem łapiąc ją za rękę. Przykro mi z powodu, że potraktowała mnie lekceważąco ale Stephanie mi się podoba. Chce spędzać z nią dużo czasu a gdy będę się na nią gniewał to nic nie zyskam a stracę. - Grają dzisiaj świetny horror.
- O nie! Boję się horrorów. - przyznała się. Uśmiechnąłem się.
- Ale ja tam będę razem z tobą więc jak uznasz, ze jest za straszny to wyjdziemy.
- Dobrze. - Dziewczyna przygryzła dolną wargę co sprawiło, że się uśmiechnąłem. Ona na mnie działa w taki kojący sposób. Wystarczy, że jest obok mnie a jestem zupełnie innym Carlosem! Chłopaki sami mi się dziwią, że nie nosze teraz jakoś często kasku.! Mówią, że się zmieniłem. Wydoroślałem? Chyba coś takiego powiedzieli.


___________________________________________________________________________

Tan Tan Taaan! Oto ja z rozdziałem 20. Wszystko się niby prostuje. Było kiss, były słodkie momenty i było BTR. Czego chcieć więcej?
Rozdział jest w miarę dobrze napisany. Za błędy przepraszam ale jestem zmęczona 3 h pisaniem.Napisałam go w miarę szybko i mogę stwierdzić, że listopad to miesiąc BTR ♥ Pod tym rozdziałem chcę zobaczyć 10 komentarzy :) Podbijamy świat! Dziękuję za wyświetlenia i komentarze z poprzedniego rozdziału. Dodają one motywacji ;)
Pozdrawiam i całuję ;-*

środa, 11 listopada 2015

Rozdział 19

James...
Siedziałem w domu. Przez ostatni czas robię tylko to. Nie mam ochoty iść na zewnątrz gdzie każdy okazał by mi 'współczucie'. Mówił : ,,Oh.. James tak mi przykro". Nie chce tego! I wszystko było by okey ale ta Amber musiała wszystko wygadać na wywiadzie. Cytuję ,, Tak. Ja i James to już koniec. Próbowałam wszystko naprostować jak mogłam ale nie udało mi się. James jest cudownym mężczyzną. Na pewno znajdzie kiedyś tą jedyną. Niestety to nie okazałam się być ja.. Życzę mu aby znalazł swoją drugą połówkę i gdy ją znajdzie aby traktował lepiej niż mnie.'' I przez to ostatnie zdanie w moim życiu rozpętało się piekło. Fani myślą, że traktowałem ją źle. Ale przecież starałem się traktować jak księżniczkę! Nigdy nie podniosłem na nią głosu nie licząc tego finishu? Jeżeli mogę go tak nazwać. Z moich rozmyśleń odbił mnie głos Pani Night.
- James? Choć coś zjeść. - powiedziała posyłając miły matczyny uśmiech
- Nie jestem głodny.
- Kotku.. Nie możesz się przejmować słowami Amber. Od rana nic nie zjadłeś a dochodzi 14:00. Jeszcze trochę i nie będziesz normalnie funkcjonować.
- Niech się pani nie martwi. Za chwilę przyjdę. - zakończyłem wielkim uśmiechem. W odpowiedzi dostałem kiwnięcie głową. Drzwi się zamknęły. Posiedziałem tam jeszcze chwilkę i ruszyłem do kuchni. Mój brzuch dawał po sobie znaki. Gdy znalazłem się w kuchni usiadłem przy stole i zacząłem pałaszować. Chwilkę później obok mnie znaleźli się chłopacy, mama Kendalla i Katie.
- Co tam u Was słychać chłopacy? - nagle zapytała mama Kendalla
- Wszyscy mają problemy.. - powiedziała za nas Katie - Tak tylko zgaduję.. - powiedziała gdy spojrzenia wszystkich spoczęły na niej.

Logan..
Siedziałam u siebie w pokoju. I czytałem.. Przeniosłem się w świat książek. Fantasy.. Tego magicznego świata w, który wszystko jest możliwe a twoje ograniczenia to wyobraźnia, która nie zna słowa stop. Gdy znalazłem się najlepszym momencie książki do pokoju bez pukania wparowała Camille.
- Logan! Chyba się zakochałam! - krzyknęła i opadła bezwładnie na moje łóżko tuż obok mnie. - On jest idealny! - trochę zrobiło mi się przykro bo byłem pewien, że chodzi o tego całego Andre.
- Ołł.. Znam go?
- Znasz.
- To powiedz mi o kogo chodzi. - powiedziałem wkładając pomiędzy kartki książki zakładkę. Odłożyłem książkę na półkę nocną i spojrzałem na Camille. - No dalej! - popędziłem ją
- Bo wiesz.. Wczoraj świetnie się bawiłam z Andre.. - a jednak - Strasznie się zmienił! Bo gdy jeszcze graliśmy razem w serialu to był strasznym egoistą.
- Czyli jesteście parą?
- Nie oficjalnie. Ale chyba do tego zmierzamy!
- Aa.. To super.
- Nie cieszysz się? - zapytała Cami. Co ja mam jej odpowiedzieć? Liczy na to, że powiem bardzo się cieszę, że będę światkiem twojej pierwszej poważnej miłości. Możesz na mnie liczyć!
- Oczywiście, że się cieszę! - powiedziałem z wielkim uśmiechem. Chyba to kupiła.
- Super. Ja już lecę bo idę teraz to powiedzieć Jo. Czuj się zaszczycony.. Wiesz o tym pierwszy.
- Miło mi. - powiedziałem i pożegnaliśmy się. - Czy ona nic nie rozumie? Jak mam patrzeć spokojnie na to jak moja miłość oprowadza się z jakimś innym chłopakiem? Dlaczego to wszystko jest takie trudne?!

Carlos..
Postanowiłem, że nie będę się dołować. To nie jest moja ostatnia miłość. Na pewno znajdę taką, której będzie zależało bardziej niż Stephanie! To jest już pewne! Aby się odstresować pojadę na lód. To najlepsze miejsce na takie coś. Mogę się skupić na grze dzięki , której wyrzucę z siebie zbędne emocje. Hokej już taki jest! Bardzo emocjonujący i niebezpieczny za razem. Ale tylko jak Kendall jest na boisku.. Poszedłem do najbliższego lodowiska, wypożyczyłem strój i sprzęt bo nie miało sensu targać go przez pół miasta. Jedyne co wziąłem ze sobą to łyżwy. No i kask oczywiście..! Gdy założyłem łyżwy zabrałem sprzęt i wszedłem na lód nie mogłem uwierzyć w to, że Steph i ten cały Jared też mieli w planach iść na lodowisko.
- Spokojnie  Carlos.. Udaj, że ich nie widzisz. - powiedziałem sam do siebie. Rzuciłem krążek na lód i zacząłem go kozłować po całym lodowisku aż trafiłem w bramkę. Odprężyło mnie to. I nie ukrywam, że udałem iż ten krążek to Jared. I, że tak z całej siły walę w niego kijem. Na lodowisku było jeszcze kilka osób tak z 10 to minimum. Jeździłem sobie spokojnie kozłując krążkiem po lodzie gdy nagle podjechała do mnie Steph z tym kretynem.
- Carlos! - zaczęła mnie wołać. Udałem, że nie słyszę. - Carlos! Cześć.
- A no hej.
- Wołałam Cię.
- Nie słyszałem. - skłamałem. - Jakoś zamyśliłem się.
- Nie wiedziałam, że tak dobrze jeździsz. - powiedziała z uśmiechem.
- Tak? Fajnie. - nie wiem co mam jej odpowiedzieć. - Wybaczcie ale niestety muszę już.. Iść. - nie mam ochoty z nimi rozmawiać. Nawet nie zaczekałem na ich reakcję. Właściwie to na reakcję Stephanie bo co zrobił by Jared to trochę mało mnie interesuje.


Kendall..
Nadszedł wieczór. A ja jak to ja zawsze wieczorem idę nad basen odpocząć. Zrelaksować się po całym dniu. Ruszyłem przez recepcje i już nalazłem się nad basenem. Rozejrzałem się za moim miejscem czy aby na pewno jest wolne. Zasmuciłem się bo zobaczyłem, że obok mojego miejsca na leżaczku leżakuje ta cała Lucy. Nie przepadam za nią jakoś specjalnie.. Jest znośna. Ale nie spodobało mi się to jak potraktowała mnie dzisiaj rano. No to było wredne! Ruszyłem w stronę mojego miejsca. Z kieszeni wyciągnąłem słuchawki i podłączyłem je do komórki, wybrałem piosenkę i zacząłem jej słuchać. Udając, że nie ma tam czerwonowłosej. Usiadłem wygodnie na leżaku i zacząłem czytać czasopismo sportowe.
- Cześć. - powiedziała. oczywiście nie odpowiedziałem bo udałem, że nie słyszałem. Lucy wyciągnęła jedną słuchawkę przez co musiałem na nią spojrzeć. - Halo.
- Co?
- Powiedziałam cześć. - uśmiechnąłem się niemo i wróciłem do czytania gazety.
- A no hej.
- Robisz coś jutro wieczorem?
- Em.. - to zabrzmiało jakby proponowała mi randkę. szybko wymyśl coś. No dawaj! - Tak. Umówiłem się z Jo. - Jedynie to przyszło mi do głowy.
- Z Jo? - zapytała lekko podenerwowana. - Przecież mi mówiła, że się jej nie podobasz! A tu nagle się z tobą umawia?! - No to narozrabiałem. Nic nie powiedziałem tylko patrzyłem na jej reakcję. Wstała z leżaka i zła weszła do środka hotelu gdzie zapewne pokierowała się prosto do Jo. Muszę bardziej uważać na to co mówię. Przeze mnie Jo będzie w bardzo nieprzyjemnej sytuacji.

_______________________________________________________________________

I jak się podoba? A no mnie tak w połowie. Nie zawarłam w nim tego co chciałam zawrzeć. Ale napisałam go tak szybko jak mogłam aby podziękować na wyświetlenia ,które rosną i za liczbę czytelników. Dziękuję! Jeżeli pod tym rozdziałem pojawi się 7 komentarzy nowy rozdział postaram się dodać jeszcze w tym tygodniu. Dzięuję i pozdrawiam ♥

poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 18

Carlos...
Od wczorajszego wieczoru spędzonego w obecności Steph nie mogę przestać o niej myśleć. Tak dobrze się rozumiemy.!. Dzisiaj zobaczymy czy to aby nie jest chwilowe. Zabieram ją na randkę! Jeszcze myślę nad miejscem ale zapewne nie będzie ono takie jak normalnie bym wybrał. Jestem za dziecinny. Muszę się kogoś polecić. Może James mi pomoże? Ale nie jestem pewien czy to odpowiedni moment. Słyszałem jakieś wrzaski i jestem pewien, że to były krzyki Amber i James'a. W końcu się mu nie dziwię! Widziałem te zdjęcia.. Gdyby moja dziewczyna całowała się z jakimś frajerem tylko dlatego aby wywołać jakąś wielką aferę chyba bym oszalał!
No to może Kendall? Ale jeszcze śpi. Logana nie ma w domu bo ma dzisiaj jazdę próbną bo zdaje prawo jazdy. No to idziemy do osoby tak samo zwariowanej jak j!. Ale osoby o bardzo przeciwnym do mojego charakteru! Do Camille! Na pewno mi pomoże!
Zabrawszy telefon wyszedłem z mieszkania. Wsiadłem do windy i zjechałem nią na parter.  Wysiadłem z niej i pokierowałem na basen. Zapewne tam ją znajdę bo ma wieczorem casting a tam najlepiej się jej uczy tekstu. Zacząłem się za nią rozglądać. Gdy nagle zobaczyłem Steph, która przytulała się do jakiegoś chłopaka. Zabolało mnie wtedy serce! To ja jestem zakochany po uszy i się z tym nie kryje a ona.. Ona zapewne nie postrzega mnie za osobę , którą może nazwać swoim chłopakiem. No trudno!... Nie pierwszy raz czuję się wystawiony. Ale myślałem, że Steph jest tą pierwszą miłością. Prawdziwą miłością! Zrezygnowane z powrotem udałem się do windy i bym już odjechał ale jakby specjalnie do windy weszła ta dwójka.
- Cześć Carlos. - przywitała się z wielkim uśmiechem - To jest Jared. Jared.. - zwróciła się do niego. - To jest Carlos.
- Cześć. - powiedział oschle. Na co ja jedynie zmierzyłem go wzrokiem. Od razu koleś wydał mi się podejrzany. - O proszę.. Ktoś tu ma humorki.
- Jared... - powiedziała szeptem Stephanie i szturchnęła go lekko. - Przepraszam za niego.
- Spoko. - rzuciłem oschle. Nie miałem ochoty z nikim teraz rozmawiać. I tu nie chodzi o to, że  się przytulali. Tu chodzi o to w jaki sposób na siebie patrzą. Widać, że coś do siebie czują.
- Carlos? Wszystko w porządku? Jakoś nie specjalne masz dzisiaj humor. - A co mam skakać ze szczęścia? Ona nie rozumie tego co do niej czuję? Zakochałem się.
- Wszystko okey. - skłamałem. Przecież nie powiem, że jestem zły, zazdrosny, smutny.. - Na prawdę..
- Steph.. Musimy już iść. - Odezwał się naglę Jared. -Przecież dzisiaj wieczorem idziemy na randkę. Musimy nadrobić te 2 lata. Oprowadź mnie po Palm Woods.
- Dobrze. - Steph się speszyła.. - Do zobaczenia Carlos.
- Dzisiaj to my mieliśmy się spotkać. A nie Ty i ten.. - powiedziałem gdy winda się już zamykała.

Kendall...
Siedziałem sobie na leżaku i czytałem magazyn sportowy. Gdy nagle podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Spojrzałem na nią i od razu z kimś skojarzyłem. Bardzo mi kogoś przypominała.
- Wolne? - zapytała wskazując leżak obok. Pokiwałem twierdząco głową. Dziewczyna zajęła miejsce obok mnie. Ciągle bacznie przyglądając się mojej osobie. To trochę krępujące! I wkurzające..! - Jestem Lucy.
- Kendall.
- Wiem kim jesteś.  - w tamtej chwili podeszła do nas Jo. Nie powiem ucieszyłem się na jej widok.
- Cześć. - powiedziała uroczo - O czym gadacie?
- Właściwie to o niczym.. Kendall i tak już musi iść. - powiedziała Lucy co nie powiem wkurzyło mnie. Nie dość, że ja jestem miły i w ogóle bo mogłem powiedzieć , ze to miejsce jest zajęte to ta ruda siadła by gdzie indziej to nie.. Kendall przecież musi być miły..!
- Ale ja nie...
- To Pa Kendall. - powiedziała już trochę nieprzyjemnie Lucy. Wstałem i ostatni raz spojrzałem na Jo. Wyszeptała tylko "przepraszam". Nie mówiąc już nic poszedłem do siebie. Niezłe ziółko z tej przyjaciółki Jo. W ogóle do siebie nie pasują. Są z dwóch różnych światów. Takie 2 różne charaktery.

Jo..
Nie no ja zaraz oszaleję! Niech tylko Kendall będzie w odpowiedniej odległości to będę mogła swobodnie na nią nakrzyczeć i nie stracić w oczach Kendalla. Jak ona mogła go w tak bezczelny sposób potraktować?
- Lucy! - krzyknęłam przez co w naszą stronę zwróciło się kilka oczu - No co? - powiedziałam do tych wszystkich 'ciekawskich' - Nie macie nic lepszego do roboty?
- Dlaczego się tak denerwujesz? Tam u nas zawsze tak robiłam i nie miałaś z tym najmniejszego problemu.. - powiedziała przez to jeszcze bardziej się wkurzyłam bo zorientowałam co planuje. - Przecież wiesz, że w ten sposób traktuje osoby, które wpadły mi w oko. A Kendall skromnie mówiąc.. Skradł moje serce.
- Nie zgadzam się na twój związek z Kendallem?
- A to niby dlaczego? Słuchaj ja tu nie na darmo przyjechałam. Chce korzystać w 100 %! - powiedziała przez co trochę się uspokoiłam - Dzisiaj spotkałam Cię po prawie 2 miesiącach rozłąki a ty tak mnie traktujesz?
- Przepraszam.
- Nie Jo.. Ja przepraszam. Nie powinnam była go tak atakować.. To pewnie twój przyjaciel a ja potraktowałam go jak.. Sama wiesz jak. Ale na serio mi się podoba i chcę go lepiej poznać. Pomożesz mi? - I jak tu jej nie kochać? Lucy ma trudny charakter. Trzeba dać jej trochę czasu. - No chyba, że ciebie i Kendalla łączy coś więcej niż przyjaźń.
- Wiesz..
- O to super! Choć idziemy na zakupy! - dokończyła za mnie - Musze dobrze wyglądać w jego oczach. Opowiedz mi o nim!! - A teraz to nie wiem co myśleć. Kendall podoba się zarówno mnie jak i jej. Ale nie powiem jej tego bo przecież.. Będzie jej przykro. Jest tu od niedawna.. Wiem co czuje. Byłam w jej sytuacji... Jeden chłopak w tą czy we w tą!? Co za różnica?

Logan...
Razem z Camille wybrałem się do księgarni. Okazało się, że oboje szalejemy za czytaniem książek. To teraz bardzo dobry moment w naszej znajomości. Okazuje się, ze lubimy bardzo podobne rzeczy. A co do książek to lepiej nie mogliśmy wybrać. Oboje kochamy książki fantasy. Ten magiczny świat! Już w wielu 8 lat interesowałem się tego typu lekturami na wakacje. Chłopaki wytracili mnie z tej równowagi bo w wakacje to my jeździliśmy na rowerach, deskorolkach, wózeczku..
- Logan! - krzyknęła cichym piskiem Cami. - Ty mnie nie słuchasz!
- Przepraszam. Zamyśliłem się.
- No dobrze.. - wymieniliśmy się uśmiechami - Doradź mi. Lepiej wziąć "Na skrzydłach" Williama Hedrey'a czy "W Czasie Pełni" Emilly Walty? (KSIĄŻKI I ICH AUTORZY SĄ ZMYŚLENI ;-) )
- Wiesz.. Czytałem "Na skrzydłach". Nie zachwyciłem się jakoś szczególnie. No fakt książka jest naprawdę ciekawa ale tyle rzeczy zostało niewyjaśnionych.. A William nic nie wspominał o 2 części!... Ja osobiście to wybrał bym tą autorstwa Emilly Walty! Przynajmniej wiesz na czym stoisz bo już kiedyś czytałaś jej dzieła. Jest na prawdę dobra!
- No to okey. Bierzemy tą książkę Emilki. Choć do kasy.
- To ty idź ja jeszcze tutaj popatrzę, może znajdę coś dla siebie - W odpowiedzi dostałem kiwnięcie głowa. Zacząłem szukać czegoś co mogło by mnie zadowolić. Znalazłem kilka ciekawych książek teraz tylko wybrać jedną bo i tak nie wiem kiedy znajdę czas na przeczytanie tej jednej. Zacząłem rozglądać się za Camille. Gdy odnalazłem ją wzrokiem to szczerzyła zęby do jakiegoś blondaska. Patrzyłam na nich dłuższą chwilkę. Gdy w końcu spojrzeli na mnie. Camille uśmiechnęła się i podeszła w moją stronę.
- Logan poznaj proszę Andre. Byłam z nim parą w serialu. Andre do jest Logan - podaliśmy sobie ręce nic nie mówiąc. Zauważyłem, że mnie nie lubi . Z resztą z wzajemnością. - Logan nie obrazisz się jak gdzieś wyskoczę z Andre?
- Em.. Ale mieliśmy iść razem na szejki.
- To pójdziemy jutro. Logan proszę! Prawie rok go nie widziałam!
- Idź! Nie będę Cię trzymać. Baw się dobrze.
- Dziękuję. Kochany jesteś. - po czym praktycznie wybiegli z księgarni. No cóż. Jeżeli czegoś nie zrobię to właśnie taki Andre zajmie moje miejsce. Czyżby mi zależało bardziej niż myślałem? Camille jest wyjątkową dziewczyną. Jedyną w swoim rodzaju.
-Boże.. Jestem zazdrosny!

____________________________________________________________________________

I tak właśnie prezentuje się rozdział 18. Brakuje w nim Jamesa ale z zapowiedzi był. Obiecuję, że następny rozdział zacznę od James'a. Nie będę się rozpisywać ale proszę o komentowanie bo to motywuje i.. A wiecie co? Jak pod tym rozdziałem pojawi się ok 5 komentarzy to ja.. Dodam zajebiście ługi rozdział jeszcze w tym miesiącu!